Cytat:
Można, to jest kwestia sposobu liczenia... Jeżeli weźmiemy pod uwage liczbę godzin zajęć w semestrze, a nie ECTSy, to ja to widzę tak: za przemiot masz jakąś tam średnią względną, dajmy na to 0,6, przedmiot ten miał np. 30 godzin. Inaczej jest to 30 pojedynczych godzin, za każdą masz ową średnią 0,6. Rozbijając tak każdy przedmiot, dodajesz te pare setek elementów, dzielisz przez ich ilość i masz postać średniej arytmetycznej. Ale już pisałem, że to tylko teoria, bo jest to to samo co ważyć średnie względne wagami w ECTSach lub godzinach. Więc nikt tak nie liczy bo i po co...?
Zejdźmy już z tego tematu, bo to jest nudne
Jako, że mnie ten temat pasjonuje, podrążę. To nie jest wtedy arytmetyczna średnia ocen z przedmiotów, a jedynie ich względnych odpowiedników. Tylko je się bowiem sumuje.
Cytat:
Jak nie wiesz że język polski, jak wiele innych języków zawiera konstrukcje gramatycznie poprawne, które są jednak nielogiczne, to szkoda. Najprostszy przykład: podwójne zaprzeczenie, np: "Nikt nie...". W angielskim, niemieckim czy hiszpańskim w takm zdaniu zaprzeczenie znajduje się tylko raz... Nie jestem żadnym językoznawcą (o, tu też podwójne zaprzeczenie ), ale mi to się wydaje oczywiste...
"Jak wiesz". Skąd wiesz, że ja to wiem? To jest właśnie nielogiczne.
Co do języka - ale co jest nielogicznego w podwójnym przeczeniu? To jest po prostu językowa zasada. Taką wymyślono. W jednych językach też się zdarza, w innych wykształciła się inna. Tu nie ma nic nielogicznego. A Ty nawet nie spróbowałeś dowodzić swoich twierdzeń.
Posługujesz się językiem polskim, więc raczej rozumiesz co mówisz Zasada jest, owszem, językowa. Ja nie twierdzę że zła. Twierdzę tylko, że gdyby układać zdanie nie używając gramatyki, to zaprzeczyłoby się tylko raz - bo tak jest poniekąd intuicyjnie. W j. polskim podwójne zaprzeczenie może oznaczać zarówno potwierdzenie jak i zaprzeczenie, czyli nie jest jednoznacznie określone. A w matematyce jest. I to cała różnica.
Ale dam inny przykład: któryś wykładowca (nie jestem na 100% pewny, który, ale chyba Ostaszewski), powiedział niedawno, że gdyby się zastanowić, to powinno się mówić "dochudzanie" a nie "odchudzanie". Wiele podobnych słów jest skonstruowanych odwrotnie, "do..." wskazuje 'kierunek' zgodny ze znaczeniem pozostałej częsci słowa. Tak jest skonstruowany język i już, kiedy używa się go non-stop, to może trudniej dostrzec pewne wyjątki, bo stosuje się je automatycznie, tak jak wszystko, co w
języku zupełnie regularne.